Mamuś !
Data wspomnienia: ?.?.????
W tym szczególnym dniu , w którym przypada kolejna rocznica Twoich urodzin-już tyle lat bez Ciebie- wszystkie moje myśli i wspomnienia płyną ku Tobie.
Dziękuję Ci za wszystko, za Twoją miłość, oddanie , zrozumienie i za to, ze byłaś mi nie tylko Mamą ale i najlepszą Przyjaciółką.Pogodziłam się z tym, że za wcześnie odeszłaś od nas- jednak pamiętam cały czas o Tobie i nieraz zastanawiam się, co Ty byś mi w
konkretnej sytuacji poradziła.Zazwyczaj do prezentu urodzinowego przynosiliśmy Ci azalie, bo bardzo je lubiłaś, z tego względu dzisiaj oprócz z serca płynacych wspomnień załączam wirtualne azalie.
Mamuś ! Spoczywaj w Pokoju ! W moich wspomnieniach żyjesz nadal !
Szkolne czasy
Data wspomnienia: ?.?.????
Jakiś czas temu słuchałam muzyki i myślami cofnęłam się kilkanaście lat wstecz. Na wycieczce w pierwszej klasie liceum Łukasz miał ze sobą magnetofon i "katował" nas jedną piosenką, puszczając ją miliony razy. I tak sobie słuchając niedawno tej piosenki pomyślałam z uśmiechem, że jak się kiedyś spotkamy, to mu powiem, że przez wiele lat mi się ona kojarzy z nim i tak mi się wryła przez niego w pamięć.
Jednak
kilka dni temu znalazłam w Internecie nekrolog. Już nigdy nie będzie okazji się spotkać
i mu tego nie powiem. Widziałam go ostatni raz na rozdaniu świadectw maturalnych. Bardzo żałuję, że nic
nie wiedziałam wcześniej i że się gdzieś przypadkiem nie spotkaliśmy.
Historia mojego dziadka...
Data wspomnienia: 20.1.2012
Fragmenty książki Czas lęku i nadziei Danuta Wraga-Ruszkiewicz
Wprowadzenie: Na szczególną uwagę zasługuje wątek wspomnień syberyjskich. Obejmuje on relacje zesłańców sprzed i z okresu I Wojny Światowej, wywiezionych w czasie II Wojny w czasie kresowych deportacji i wyprowadzonych z "nieludzkiej ziemi" przez gen. Władysława Andersa.
I wreszcie akowców ukaranych przez komunistyczne władze wywózką w głąb Rosji sowieckiej. Do pierwszej grupy należą opowieści Michała Niedziałkowskiego i Jana Wragi... ojca autorki, który walczył
z bolszewikami na froncie ufimskim i syberyjskim, był ranny, dostał się do niewoli i zesłany na katorgę w Wierchnie-Udińsku. Został zwolniony na podstawie osobistej interwencji przedstawiciela Japonii, o którą wystarała się gmina polska w Chiłku na Zabajkalu. Przewodniczyli jej Józef i Maria Niedziałkowscy. Mieszkali tam we własnym domu przy ulicy Czorti Ugol
/Czarci Kąt/
Józef Faustyn Niedziałkowski został zesłany z Warszawy na Syberię w 1905 roku. Po utworzeniu Polskiego Komitetu Ratunkowego /PKR/, którego celem było zorganizowanie społeczeństwa dla pomocy uchodżcom polskim we Władywostoku i najbliższej okolicy, i po powstaniu wielu filii rozsianych w głównych miejscowościach całego Dalekiego Wschodu, kierował oddziałem Komitetu miasta Czyta. Pracował jako maszynista kolejowy na trasie Chiłek-Czyta.
Maria Anastazja Niedziałkowska z domu Święcicka, poprzez babkę Janinę Sokołowską, pochodziła z hrabiowskiej rodziny de Traunon, która po rewolucji francuskiej schroniła się w Polsce. Mając 18 lat - namówiona przez starszą siostrę Helenę Stachurską i matkę Marię Święcicką, które znajdowały się w Chiłku juz od 1900 roku, jako szlachcianka-patriotka pojechała tam dobrowolnie i w 1910 roku wyszła za mąż za Józefa Niedziałkowskiego, już wówczas wdowca. Syberię opuścili w 1922 roku z czwórką dzieci. Helena miała 12 lat, Janina 10, Michał 8 i pół roku i Bolesław 1 i pół roku. Michał Niedziałkowski dobrze pamięta tamte czasy i mojego ojca: W Chiłku, miasteczku za Bajkałem, na trasie kolejowej Irkuck-Czyta, poza naszą rodziną mieszkało jeszcze wielu Polaków: Sadowscy, Musiałowie, Juszczkiewiczowie, Święciccy, a przede wszystkim Stachurscy.
Bronisław Stachurski człowiek odważny, szanowany przez wszystkich zesłanych Polaków i miejscową ludność, zginął 18 sierpnia 1918 roku, o północy wracał do domu, niósł zdobyty gdzieś bochenek chleba. Przed własnym domem został zastrzelony przez bandę bolszewicką. Mordu dokonała rządząca w Chiłku czerezwyczajka. Jego żona Helena Stachurska, siostra mojej mamy parała się różną pracą, aby utrzymać swoje dzieci: 7 letnią Jadwigę, 5 letnich Annę i Aleksandra oraz urodzoną po śmierci ojca Tusię, która jako 4 letnia dziewczynka zmarła na dyfteryt w Baranowiczach, po przekroczeniu granicy Polski.
Pana Jana Wragę poznałem na Syberii, dokąd zapędził się w 5 Dywizji Syberyjskiej, zagnanej na Syberię przez I Wojnę Światową. Dywizja była dowodzona przez płk. Czumę. Pan Jan Wraga był najmłodszym chorążym w tej Dywizji. Do Chiłka na Zabajkalu przywędrował z tyfusem plamistym i został przez moją mamę zabrany ze szpitala do naszego domu. Przy dobrej opiece i młodym wieku wyzdrowiał. Pamiętam jego pierwsze wyjście na podwórko i chęć pomożenia mamie w piłowaniu drzewa: za każdym pochyleniem za piłą chwiał się i omal nie przewracał, zastąpiłem Go przy tej pracy, miałem 8 lat. Potem rodzice wyprawili już zdrowego przez granicę mongolską aby dogonił w Charbinie swoich kolegów. A z rodziną Niedziałkowskich utrzymywał kontakt przez cały okres międzywojenny i po II Wojnie Światowej; przyjażń zadzierzgnięta na Syberii przeszła na następne pokolenia i trwa do dzisiaj.
Jako dziecko z zapartym tchem słuchałam opowieści syberyjskich mego ojca, ale najmocniej utkwiło mi w pamięci słowo - głód. W najgorszej sytuacji były dzieci; umierały z wycieńczenia. Potwierdza to Michał Niedziałkowski, który sam wszystkiego doświadczył. Zrozpaczeni rodzice wielokrotnie zwracali się o pomoc do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Jeden z tych apeli dotarł do rąk cesarzowej Japonii /Sadako 1884-1951, żona cesarza Yoshihito/ - kobiety wielkiego serca. Dzieci polskie, te do których udało się dotrzeć, zostały przewiezione specjalnym pociągiem do Japonii. Tam je odżywiono, ubrano w japońskie kimonka. Cesarzowa zaszczyciła swymi odwiedzinami dzieci syberyjskie, przełamawszy wszystkie wymogi etykiety i odwieczne zwyczaje swego kraju. Nigdy jeszcze w państwie japońskim cudzoziemskie dzieci nie oglądały cesarzowej. Dzieci polskie pierwsze dostąpiły tego zaszczytu. Na pamiątkę otrzymały piękne koszyczki z zabawkami. Dzieci przybywały do Japonii w kilku transportach. W akcji tej brało udział wielu ludzi dobrej woli - Polaków i Japończyków. Z Japonii, przez Ocean Indyjski, do Londynu dopłynęły w 1922 roku. Zgodnie z życzeniami rodziców, część dzieci przewieziono do Stanów Zjednoczonych, inne, w tym Niedziałkowskich /oprócz maleńkiego Bolesława/ - do Polski . Do Gdańska przybyli 26 listopada 1922 roku. W kraju trafili na nędzę, głód, choroby. Przenoszono ich do różnych sierocińców. Niedziałkowskich zabrała do Pniew-Ostrowa "czernica" /po rosyjsku zakonnica/, siostra Urszula Ledóchowska, obecnie błogosławiona. Tu warunki były znośniejsze. Maria i Józef Niedziałkowscy z Bolesiem i krewnymi opuścili Syberię w 1922 roku dzięki Feliksowi Dzierżyńskiemu - dziwne, lecz prawdziwe. Podczas kwarantanny w Baranowiczach zmarł mały Boleś. W maju 1923 roku odnależli swoje dzieci i zamieszkali w Częstochowie, aby dziękować Matce Boskiej za cudowne ocalenie. Dzisiaj po przeszło 70 latach, Michałowi załamuje się głos i nie może mówić ze wzruszenia. "Ktoś mnie zawołał - jakaś pani czeka na ciebie - zanim Ją ujrzałem - już wiedziałem, że to Matka!"
Powroty po klęsce: Pewnego dnia, pod koniec września, zapukał do drzwi wędrowiec. Tak można Go było nazwać. Zmęczony, ubranie sfatygowane, każda część garderoby w innym kolorze, na głowie kaszkiet. Trwało chwilę, zanim rozpoznałam w Nim Michała Niedziałkowskiego. Wracał z wojny pokonany, ale duchem niezwyciężony. Wojował w stopniu podchorążego z kadry wychowywanej i nominowanej przez dowódcę Podchorążówki w Częstochowie, wówczas płk. Stanisława Maczka, póżniej generała - bohatera I Dywizji Pancernej, którą dowodził we Francji, Anglii, znów we Francji /słynna bitwa pod Falaise/
Powiedział: :"8 września w bitwie leśnej koło Szydłowca paskudny Niemiec nadwyrężył mi ucho, ale do domu on już nie wrócił - tak mu dogodziłem" Mundur zamienił u chłopa we wsi na cywilne ubranie. Trasa do domu biegła akurat przez nasze strony. Mama najpierw Go nakarmiła, dała ciepłą bieliznę ojca, bo zaczynały się przymrozki, odespał dni i noce tułaczki i wyrażnie wrócił do formy. Rozmowom nie było końca. O przebytym froncie i oczywiście o Syberii - dawnego 8 latka z byłym strzelcem 5 Dywizji Syberyjskiej. Syberia, ciągle Syberia. Znane i nowe opowieści o tamtych latach. Po wypoczynku u nas w Stanach, Michał powędrował do rodziny. Musiał Ją odszukać, nie wiedział gdzie kto się znajduje.
Koniec, i dwie dziurki w nosie, i skończyło się, i ja tam byłem , miód i wino piłem, i dobrze się bawiłem. To są ulubione powiedzonka mojego taty na koniec każdej bajki czy opowieści.
Miłego dnia!
Miłej lektury!
Maja
W pamięć o Tadziu
Data wspomnienia: 18.1.2012
DO PRZYJACIELA I CZŁOWIEKA WIELKIEGO SERCA I UMYSŁU!
Tadziu – Druhu nasz i Towarzyszu!
Serdeczny i niezmienny – tak zawsze pogodny i życzliwy każdemu…
Tak mądry i wrażliwy na wszelką niełaskę losu i nieprawość ludzką. Najpewniejszy sojuszniku w walce i życiu każdego z nas.
Tadziu – Drogi nasz Przyjacielu i powierniku w chwilach słabości i zwątpienia.
Wiedzieliśmy, że w swojej prywatnej samotności byłeś zawsze na wyciągniecie ręki do naszej dyspozycji.
Dla Ciebie jednako byliśmy
ważni i każdemu gotów byłeś poświęcić się bezgranicznie. Nie zauważaliśmy nawet, że Twoje serce pełne nieprzebranej miłości i oddania słabło i gasło z każdą chwilą i dniem, z każdym Twoim uśmiechem i pochyleniem się nad ludzkimi losami i problemami.
Żyłeś cały przepełniony miłością do swojej ukochanej mamy którą do końca darzyłeś ogromnym szacunkiem i miłością synowską.
Poświęciłeś się jej cały tak bardzo, że gdy Jej zabrakło pozostałeś już tylko z nami i dla nas.
Każda społeczność ma swoich ludzi niezastąpionych, chociaż nie zawsze się do tego przyznaje. Dzisiaj muszę wypowiedzieć to z głębi swego serca, że dla nas takim niezastąpionym pozostaniesz na zawsze Ty Tadziu. I żal, bardzo żal, że tak wielu jeszcze ludzi nie zdążyło doświadczyć Twego pełnego piękna i uroku zaistnienia pośród najbliższych, przyjaciół i mieszkańców naszego miasta, któremu tak bardzo i z takim oddaniem służyłeś.
Tak bardzo kochałeś książki, które były Twoją drugą wielką miłością i pasją. Tyle czasu im poświęcałeś zgłębiając wiedzę i doświadczenia oraz teorie, które później tak pięknie przekazywałeś innym oraz wykorzystywałeś w swoim działaniu. Tak wielu z nas korzystało z Twego ogromnego księgozbioru. Oby decydenci naszego miasta potrafili spożytkować to co pozostało z Ciebie – te wspaniałe foliały i książki z takim pietyzmem i znawstwem gromadzone, aby służyły tym którzy poszukują odpowiedzi na problemy naszego czasu oraz tym, dla których książki mają wartość bezcenną. Taki księgozbiór Twego imienia powinien znaleźć swoje miejsce w naszym mieście, jako materialny ślad Twojej tutaj obecności.
Jakże teraz żałuję, że nie mogłem od kilku lat znaleźć chwili na spotkanie z Tobą, chociaż ostatni rozmowa telefoniczna sprzed kilku miesięcy jest pewną osłodą ale też jeszcze większym potencjałem do dalszego życia już bez Ciebie Tadziu, chociaż zawsze i wszędzie z Tobą.
Wszyscy dzisiaj utracili wraz z Tobą nie tylko Przyjaciela ale pewien punkt odniesienia i oparcia moralnego i zawsze najtrafniejszego interpretatora tej naszej skomplikowanej rzeczywistości.
Pamiętam, jak wiele zaistniałych zmian i wydarzeń przewidywałeś już w latach osiemdziesiątych, gdy dla mnie Twoje teorie i prognozy rozwoju i przemian politycznych wydawały się wręcz niepojęte i niemożliwe. Zawsze podziwialiśmy Twoją ogromną wiedzę i zdolności i docenialiśmy Twoje oddanie i gotowość służenia każdemu z nas i wszystkim, którzy Ci zawierzyli.
Być może dlatego nie znalazłeś czasu na naprawę swego schorowanego organizmu. I tylko tej fizycznej swojej słabości nie mogłeś i nie umiałeś pokonać tak wcześnie i tak nieodwracalnie rozstając się z nami. Jakże bolesna jest świadomość, że nie ma Cię Tadziu fizycznie z nami ale jednocześnie nigdy bardziej nie byłem przekonany, że nasza pamięć o Tobie i duchowa Twoja obecność w nas nigdy nie przestanie istnieć.
Jesteś i będziesz w naszej codzienności i dalszych zmaganiach z przeciwnościami - ze swoim życzliwym uśmiechem, otwartym spojrzeniem, uściskiem, klepnięciem po plechach i pamięcią każdego i o każdym.
Ty dla nas póki my żyjemy nie umarłeś i pozostaniesz na zawsze Najlepszy z Najlepszych - tylko nasz Tadziu.
Henryk Kaczmarczyk
Szczecin, 2012-01-17
11 miesięcy
Data wspomnienia: 15.1.2012
Tato,
w niedziele minęło 11 miesięcy jak odszedłeś...nie pisałam nic do Ciebie bo "widzielismy" sie na cmentarzu....widziałeś jak pieknie snieg przykrył szarą rzeczywistość i jak pięknie wygladały kolorowe znicze na tle białego puchu... Ciebie wśród nas nadal nam brakuje...
Majka
pradziadek
Data wspomnienia: ?.?.????
Mikołaj Krawiec, to mój pradziadek, a ojciec Józefa Krawiec - mego dziadka.
Prababcia
Data wspomnienia: ?.?.????
Pelagia Krawiec była matką mego dziadka Józefa Krawiec.
Foto
Data wspomnienia: 17.1.2012
Oto parę zdjęć. Od lewej: Syn Antoni Krawiec z żoną Weroniką Krawiec zd. Tymińska, dziadzio Józef Krawiec z żoną Marią Krawiec zd. Bałoń, córka Krystyna Rzadkowska z mężem Eugeniuszem Rzadkowskim, z tyłu w (kaszkiecie) syn Roman Krawiec.
Pojedyncze zdjęcia dziadzia Józefa.
Żona Józefa: Maria Krawiec zd. Bałoń.
Babcia
Data wspomnienia: ?.?.????
Moja kochana Babcia Marysia. Zawsze dbała o domowników. Karmiła nas do syta. Piekła przepyszne placki:).
Babcia miała rodzeństwo:
Bałoń Zofia-po mężu Rzeźnik
Bałoń Aleksander
Bałoń Tadeusz-(mieszkał w Milwaukee USA, tam zmarł, a jego prochy pochowane są w Polsce.)
Bałoń Mieczysław
MÓJ TATKO.
Data wspomnienia: 15.1.2012
W PAMIĘCI ZOSTAJĄ ŻYWE OBRAZY...
A W SERCU NADZIEI PŁOMIEŃ...
KIEDYŚ SPOTKAMY SIĘ...A CZAS STRACI ZNACZENIE...
I BĘDZIEMY, JAK KIEDYŚ BARDZO SZCZĘŚLIWI...
MOJA MAMUŚ .
Data wspomnienia: 15.1.2012
W PAMIĘCI ZOSTAJĄ ŻYWE OBRAZY...
A W SERCU NADZIEI PŁOMIEŃ...
KIEDYŚ SPOTKAMY SIĘ...A CZAS STRACI ZNACZENIE...
I BĘDZIEMY, JAK KIEDYŚ BARDZO SZCZĘŚLIWI...
Dziadzio
Data wspomnienia: ?.?.????
Józef(może Justyn) Tymiński, to mój ukochany dziadzio. Był synem Anny i Fedora.