Poranek


Rozświergotanie stadko gołębi białych.
Zatrzymanych w locie – bólem oniemiałych.
Złowieszczą ręką zbrodniarza strzały.
Beztroską nić życia zerwały.

Przekłute bólem tłukąc skrzydłami –
wylatywały oknami.
Okrucieństwem człowieka przymuszone.
Z życia spłoszone!

Znaczyły drogę kropelkami krwi !
Zdziwione – prawda czy tylko się śni.
Rozbryzgana czerwień, krzyk dławi!
Jeszcze pełne życia lecz muszą je zostawić.

Trwoga – skrzydłami trzepoczą.
Poranek rozmazał się nocą.
Bezmyślnym okrucieństwem błysnął –
Bóg zapomniał i przysnął.

Świat zamarł w osłupieniu ciszy.
Dzieci – Gołębi już nikt nie usłyszy !
Słowo Mamo – w pustce się kołacze.
KRZYK NIEMY – tyle matek płacze !


Napisała Irena Sawa - Piątkowska